poniedziałek, 8 października 2018

Restauracja Fortezza, czyli o jedzeniu w murach fortu

Ogromne wnętrze, bogate menu, obszerna karta alkoholi i włoski piec do pizzy. Czym jeszcze zaskoczyła naramowicka Fortezza?



Niech słowo „duży” posłuży tu za klucz. Nowoczesny gmach (oprócz lokalu łączący jeszcze funkcję hotelu i obiektu konferencyjnego), wysoka na dwa piętra sala ze szklaną fasadą z jednej strony i elementami dawnych fortyfikacji z drugiej.  Nawet akwarium jest tu spore. I całościowo – robi to takie samo wrażenie. Bo wbrew pozorom niewiele jest podobnych obiektów w mieście.



W karcie znajdziemy dania szeroko wpisujące się w nurt kuchni europejskiej z naciskiem na wpływy włoskie. Przykładowo, na przystawkę serwują w Fortezzy carpaccio z pieczonych buraków czy tatara z polędwicy wołowej. Na część główną możemy wybrać coś spośród kilku odsłon risotto, mięs (przykład: polędwica wołowa na kamieniu wulkanicznym!), ryb oraz szerokiej gamy makaronów. Skoro była mowa o piecu, jest też pizza. Do tego bogata kolekcja win, whiskey oraz innych alkoholi. Przed wizytą zajrzałem z ciekawości na stronę internetową Fortezzy. Ku sporej uldze, można na niej znaleźć przejrzyste i aktualne menu. Niestety - wciąż nie każdy lokal udostępnia swoją kartę w sieci. Dlatego to szanuję i doceniam. W razie gdybyście chcieli zerknąć, podsyłam adres: MENU



Wracając do tematu wnętrza, projektanci odwalili kawał dobrej roboty. Sala jest wyjątkowo obszerna, jednak dzięki sprawnemu ustawieniu mebli i dodatków (kwiaty, lampy) przestrzeń nie przytłacza, a wręcz pozostaje kameralna. Gdyby ktoś czuł potrzebę jeszcze większego odseparowania się od reszty, nic straconego. Po jednej stronie znajdują się wnęki (to również elementy dawnego fortu, który się tu mieścił), a w nich bar, kolejne salki restauracyjne oraz bawialnia dla dzieci. Wrażenie robi też szklana fasada, za którą rozpościera się taras, a za nim sporej wielkości (jak na miejskie warunki) ogród. Polot, zdecydowanie czuć tu polot. 

I to akwarium!



Po niecałych dwudziestu minutach od zamówienia na stole pojawia się wstęp: tatar z polędwicy (38 zł). Oprócz uformowanego w krążek mięsa na talerzu znalazły się kapary, korniszony i marynowane grzybki, a na całości spoczywało świeże żółtko. Początkowo błądziłem wzrokiem w celu namierzenia cebulki (bez niej tatar nie ma rzecz jasna sensu) i już nieco zmartwiony pogrzebałem nadzieję na jej obecność. Po intensywniejszym wytężeniu wzroku dała się jednak zauważyć pod porcją mięsa. Zadowolenie wróciło. A tatar wypadł całościowo naprawdę dobrze. I pod względem smaku, i świeżości. Cena, choć pozornie wysoka, musi trzymać fason. W końcu polędwica to polędwica.




Kolejnym punktem kolacji były pieczone na grillu kawałki schabu z sosem z borowików i rozmarynu, z tłuczonymi ziemniakami i pomidorkami koktajlowymi (38 zł). Danie prezentowało się na talerzu dostojnie i pięknie pachniało. Jak się na szczęście okazało, nie tylko forma, ale też treść zagrała jak trzeba. Mięso było kruche i wilgotne, a pieczone kartofle okazały się być jego świetnym towarzyszem na talerzu. Nieco słabiej było z sosem. Jego konsystencja okazała się być zbyt wodnista, przez co spływał po mięsie zanim zdążyło trafić do ust. Jak na mój gust, średnio trafionym pomysłem były również pieczone pomidorki koktajlowe. Przy nabijaniu ich na widelec sok intensywnie wytryskiwał z wnętrza, zostawiając w efekcie plamy na obrusie i moim ubraniu. Na taki obrót wydarzeń nie byłem przygotowany. 





Jak powszechnie wiadomo, żaden porządny posiłek nie może obyć się bez słodkiego finiszu. Wybór padł na sernik z mascarpone, ricottą i białą czekoladą (18 zł). Wiem już z Waszych komentarzy pod relacją na Instagramie, że to ciasto nie do końca Was przekonało. Wszystko przez tę bitą śmietanę. Choć rzeczywiście taka metoda serwowania sernika zdążyła się przez ostatnie lata pokryć podwójną warstwą kurzu i ogólna prezencja zawiodła, to co do składników - nie mam zastrzeżeń. Zarówno sos malinowy, jak i śmietana smakowały prawdziwie, nie wspominając już o zadowalającym, puszystym i mokrym cieście.



Restauracja Fortezza kryje w sobie olbrzymi potencjał. To genialne miejsce na organizację rodzinnej uroczystości, biznesowego wydarzenia czy spotkania we dwójkę. Duża i ciekawie zaaranżowana przestrzeń oraz bogate, acz nieprzekombinowane menu powinny być gwarancją owocnych i przyjemnych wrażeń. Na plus zasługuje również pomocna i dyskretna obsługa kelnerska (choć sam byłem obsługiwany przez dwie osoby i ciekawi mnie, czy było to tylko kwestią przypadku). Być może będziecie zastanawiać się nad wysokością cen, jednak przy 3-gwiazdkowym hotelu stawki w restauracji muszą być dopasowane do jakiegoś standardu. Tak to już działa. Gdybyście jednak zapytali, czy zamówiłbym któreś z dań drugi raz, odpowiedź zabrzmiałaby krótko: tak! I pewnie za jakiś czas tu wrócę. 

Restauracja Fortezza
Dworska 1
Godziny otwarcia: 13-22 (w niedzielę do 21)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Gdzie zjeść w Poznaniu?

Pierwszy albo drugi raz w Poznaniu? Dla ułatwienia wyboru restauracji przygotowałem poniższe zestawienie. To dziesięć zgoła różny...