czwartek, 7 listopada 2019

Dokąd na rogala z okazji 11 Listopada? Zestawienie dziesięciu poznańskich cukierni

Dwanaście dni. Dziesięć rogali. Dwa kilogramy (dokładnie policzyłem) zjedzonego ciasta. Jakieś 9600 nadprogramowych kalorii. Mimowolnie pojawiające się konwulsje po którymś rogalu z kolei. Okej, przy tym ostatnim żartuję. Choć nie powiem, nie było słodko przez cały czas.  


Oto ranking dziesięciu rogali dostępnych w poznańskich cukierniach (w tym dwa hotele). Chwilę jednak ponarzekam, jak to ma w zwyczaju każdy szanujący się obywatel tego kraju. W trakcie całego "badania" chciałem po chyba trzecim albo czwartym rogalu posłać sprawę w diabły. Wszystko przez osławiony certyfikat, który sprawę cholernie komplikuje. A przecież powinien robić coś zupełnie odwrotnego.  

Dla przypomnienia: kilka ładnych lat temu wydano certyfikat nakazujący trzymanie się określonej receptury, aby rogal świętomarciński mógł być tak nazwany. Dokument ten określa, że do wypieku używa się margaryny zamiast masła a sztuczne aromaty jak olejek migdałowy (taki do ciast) są mile widziane. Cukiernie wychodzą na tym podwójnie dobrze. Nie dość, że mogą piec taniej, to mają w rękawie asa w postaci poświadczenia jakości.

A jako, że w naturze istnieje coś takiego jak równowaga, na drugim biegunie stoją cukiernie, które brak certyfikatu przekuły w swój walor. Żeby było śmieszniej, ich produkt nie może być nazywany "rogalem świętomarcińskim", bo to nazwa zastrzeżona dla certyfikowanych wypieków. Po czym je z miejsca poznać? W pierwszej kolejności po wyższej cenie. Czyli coś za coś. 

I jak tu teraz porównać ze sobą takie rogale? Co ważniejsze:

Z których rogali Święty Marcin byłby bardziej dumny?

W końcu Poznań ma na drugie "oszczędność". Skoro jednak powiedziało się A, trzeba chociaż spróbować powiedzieć B. Aby więc ujednolicić to zestawienie, rogale oceniam w pięciu kategoriach. I choć dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, blogi kulinarne są też po to, by te ceny weryfikować. Jeden na pięć punktów to duża ilość monet za rogala, pięć punktów - stawka najsłabiej uderzająca w portfel  (uznając, że 40 zł/kg to taki przeciętniak cenowy). Żeby jednak nie było - trzy pozostałe kategorie mówią o jakości, więc to ona ma pierwszeństwo przy ostatecznej ocenie. Wrażenia oczywiście subiektywne. Słodkiej lektury!


1. Cukiernia Karpicko

Na pierwszy ogień idą certyfikowane rogale z ogólnopolskiej sieci, której punkty można spotkać w głównej mierze w centrach handlowych. Sam kupuję swoją sztukę w Starym Browarze. To, co rzuca mi się w oczy w pierwszej chwili to brak przykrycia na wypiekach, dzięki czemu na jednym z nich dostrzegam pewnie zadowoloną z tego faktu muchę. Trochę niefajnie, ale nie zrażam się zbytnio i wybieram rogala dla siebie. Pierwsze wrażenie to mocno wyczuwalna pomarańczowa nuta. Nadzienia jest dużo, jest w nim też sporo rodzynek i orzechów (włoskich, co warto docenić). Ciasto z kolei wypada jako miękkie i dość pulchne, może trochę za jak na ciasto półfrancuskie (nie zauważyłem tu charakterystycznego listkowania) ale całościowo rogal się broni. Jest smaczny. 



Miejsce zakupu: Półwiejska 42

Cena za kilogram: 44 zł

Facebook


Jakość ciasta: 3/5
Ilość nadzienia: 4/5
Smak nadzienia: 3/5
Wygląd: 4/5
Cena: 4/5
Razem: 18/25





2. Cukiernia Liczbańscy

Warto zauważyć, że rogale tego zakładu wygrały w zeszłym roku plebiscyt Gazety Wyborczej na najlepsze rogale świętomarcińskie w mieście. Z adekwatnymi do tytułu oczekiwaniami wgryzam się w swoją sztukę. Zaskakuje mnie olbrzymia ilość nadzienia, która wypełnia dosłownie każdy zakamarek ciasta. Jego wierzch został jednak trochę za mocno przypieczony. W masie czuć mocno aromat migdałowy, są też spore kawałki orzeszków arachidowych i rodzynek. Ciasto słabo listkuje, a całość przytłacza mnie trochę rozmiarem słodyczy. Mimo to nie jest źle. 



Miejsce zakupu: 23 Lutego 40

Cena za kilogram: 40 zł

Facebook


Jakość ciasta: 2/5
Ilość nadzienia: 5/5
Smak nadzienia: 2/5
Wygląd: 3/5 (gdzie orzechy na wierzchu?!)
Cena: 5/5
Razem: 17/25





3. Pączek w Maśle

Czas na zakład, który zdecydował się piec niecertyfikowane rogale, przez co w ich wypadku dodatek "świętomarciński" jest niedozwolony. Dzięki takiemu zabiegowi można było śmiało dodać do składu takie skarby jak masło, migdały oraz miód, których nie przewiduje certyfikat. Tutejszy "rogal na maśle" po pierwszym gryzie ma rzeczywiście listkujące ciasto o maślanym aromacie, przez co przypomina mocno croissanta. W nadzieniu rodzynki ustąpiły miejsce orzechom włoskim i migdałom a sam aromat masy był  dobrze zbalansowany. Nie wyczułem posmaku sztucznych aromatów. Nie przypadła mi z kolei do gustu spora ilość lukru na wierzchu. To jak do tej pory najlepszy rogal, ale czy za dwukrotnie wyższą ceną idzie takie samo zadowolenie? Przede mną jeszcze trochę do spróbowania, więc jeszcze nie jestem pewien. 



Miejsce zakupu: Dąbrowskiego 15

Cena za kilogram: 79 zł

Facebook

Jakość ciasta: 4/5
Ilość nadzienia: 4/5
Smak nadzienia: 5/5
Wygląd: 4/5
Cena: 1/5
Razem: 18/25





4. H.P. Cukiernia Hanna Piskorska

Rogale autorstwa cukierników tego zakładu są chyba najbliżej turystycznego serca miasta, czyli Starego Rynku. Istnieje więc spore prawdopodobieństwo, że odwiedzający Poznań zapamiętają smak rogali właśnie w tej wersji. Moja sztuka wydawała się być nieco wyschnięta (trafiłem tu w sobotnie przedpołudnie), więc być może trafiłem na "wczorajszą" partię. Nadzienie było jednak na tyle wilgotne, że równoważyło szorstkość ciasta. Na pierwszy plan wysuwał się aromat rumowy, co po wcześniejszych doświadczeniach było jakąś odmianą. Do posypania nie użyto fistaszków, a znowu orzech włoskie. To chyba jakiś trend w tym roku. Plus! Wizualnie prezentuje się inaczej od poprzedników i chyba podoba mi się najbardziej. Smakowo jednak - nie pozostawił większego wrażenia. 



Miejsce zakupu: Paderewskiego 11

Cena za kilogram: 38 zł

Facebook

Jakość ciasta: 2/5
Ilość nadzienia: 3/5
Smak nadzienia: 3/5
Wygląd: 4/5
Cena: 5/5
Razem: 17/25





5. Bazar 1838

To pierwsze miejsce w zestawieniu, które nie jest cukiernią. Do restauracji Bazar trafiam tylko dlatego, że dzień wcześniej rzuciła mi się w oczy wzmianka na fejsbuku, że w swojej ofercie mają też rogale świętomarcińskie. Jako, że to rzut beretem od poprzedniego punktu, wpadam wybadać temat. Nie widzę informacji o certyfikacie i smak również na to wskazuje: listkujące na brzegach, maślane ciasto, wewnątrz miękkie i plastyczne. Nadzienia jest mniej, ale ma przyjemnie migdałowe (czyżby w końcu marcepan?) wykończenie. Rodzynek oszczędzono, zdarzają się  za to kawałki orzechów włoskich. Lukier ograniczono do subtelnej warstwy. Rogal wypada bardzo dobrze, choć jak się później dowiedziałem, jest sygnowany także certyfikatem. Ciekawa sprawa. 



Miejsce zakupu: Paderewskiego 8

Cena za kilogram: sprzedawany na sztuki za 9 zł (waga rogala na oko 180 g)

Facebook

Jakość ciasta: 5/5
Ilość nadzienia: 4/5
Smak nadzienia: 5/5
Wygląd: 5/5
Cena: 2/5
Razem: 21/25




6. Hotel Mercure

Oto drugi hotel w zestawieniu. Od tego roku tutejsze rogale nie są już sprzedawane w hotelowej cukierni, tylko w kawiarni Wise Cafe, która została włączona w szeregi całego obiektu. A trzeba przyznać, że dotychczas hotelowe rogale pod szyldem Mercury cieszyły się dużym wzięciem. Sztuka, na którą trafiam jest pełna słodkiego nadzienia, bez wyczuwalnych sztucznych aromatów. Wewnątrz ciasto jest również mokre, balansujące na granicy delikatnego zakalca (to nie jest zarzut!), na zewnątrz z kolei swoją strukturą przypomina mi... jagodziankę. Ciasto jest drożdżowe i pulchne, co w przypadku rogali świętomarcińskich jest raczej odstępstwem od tradycji. Z orzechów wybrano fistaszki. Ogólnie jest smaczny, choć w tej cenie (prawie 50 zł za kilogram) zdecydowanie wolę poprzednika. 



Miejsce zakupu: Roosvelta 20

Cena za kilogram: 48 zł

Facebook

Jakość ciasta: 3/5
Ilość nadzienia: 5/5
Smak nadzienia: 4/5
Wygląd: 3/5
Cena: 3/5
Razem: 18/25




7. Mąka Woda Sól

Na Kościelną trafiam trochę z przypadku, dowiadując się o tutejszych rogalach bez certyfikatu w internecie. Jak podają twórcy, są dumni z braku papierka poświadczającego "oryginalność" ich produktu. Uwaga: tutejsze rogale to póki co najdroższy kandydat z całego zestawienia. Kupuję jedną z ostatnich sztuk spoczywających na blacie (wpadam chwilę przed zamknięciem) i po wyjściu biorę szybko pierwszy kęs. Ciasto jest maślane niczym croissant najlepszej jakości i doskonale listkuje. Nadzienia jest dużo. Na wierzch przebija się smak skórki pomarańczowej zamiast sztucznego aromatu, w dali pobrzmiewa rumowa nuta. Sporo tu migdałów i orzechów włoskich, choć uwaga: w pewnym momencie trafiam na kawałek skorupki, która grzęźnie mi w zębach. Pomijając tę wpadkę, nie mam wątpliwości - ten rogal to inne, głębsze doświadczenie od dotychczas spróbowanych. To rewelacyjny rogal! Zdjęcia z przekrojem nie ma - przypomniałem sobie dopiero po zjedzeniu.



Miejsce zakupu: Kościelna 17/U1

Cena za kilogram: 80 zł


Jakość ciasta: 5/5
Ilość nadzienia: 5/5
Smak nadzienia: 5/5
Wygląd: 4/5
Cena: 1/5
Razem: 20/25

Facebook



8. Kandulski

Czas na cukierniczego potentata, którego kiedyś można było spotkać praktycznie w każdym centrum handlowym. Sieciowe punkty w ostatnich latach zamieniły się w ustronniejsze kawiarnie, ale czy pozornie mniejsza masowość przełożyła się na jakość wypieków? Po pierwszym gryzie certyfikowany rogal Kandulskiego wydaje się mieć mniej słodkie nadzienie od poprzedników. Czuć mocno migdałowy aromat do ciast, nie widać skórki pomarańczowej. Rodzynek jest niewiele, a na wierzchu spoczywają włoskie orzechy. Ciasto jest dość pulchne, drożdżowe i zwłaszcza na brzegach - nadzienie z nim ilościowo przegrywa. Pomimo, że to nie jest rogal z tych mocno nadzianych, całościowo jakoś się broni. Zwłaszcza ze względu na tę wyważoną słodycz.



Miejsce zakupu: Plac Ratajskiego 1

Cena za kilogram: 45 zł

Facebook

Jakość ciasta: 3/5
Ilość nadzienia: 2/5
Smak nadzienia: 3/5
Wygląd: 4/5
Cena: 4/5
Razem: 16/25




9. inna piekarnia

Czas na najdroższego rogala w tym zestawieniu. Inna Piekarnia to miejsce, które chwali się bezkompromisowością w kwestii produktów i metod wyrabiania swoich wypieków, co musiało przełożyć się ostatecznie na cenę. Ich rogal (dumnie niecertyfikowany) w pierwszej kolejności zaskakuje lekkością i kruchością ciasta. To bardziej croissant z makowym nadzieniem aniżeli rogal w moim wyobrażeniu. Prawdziwą bombą jest jednak puszyste, aksamitne nadzienie, które atakuje aromatami od pierwszego kęsa: czuć skórkę cytrynową i pomarańczową, marcepan oraz jakby lekko zaskakujące korzenne wykończenie. Dlatego też czuję lekki niedosyt. Wewnątrz było jeszcze sporo miejsca na nadzienie i każda jego dodatkowa ilość byłaby na wagę złota.



Miejsce zakupu: Ratajczaka 39

Cena za kilogram: 18 zł za sztukę (waga ok 180g)

Facebook

Jakość ciasta: 5/5
Ilość nadzienia: 3/5
Smak nadzienia: 5!/5
Wygląd: 5/5
Cena: 1/5
Razem: 19/25





10. Cukiernia Zagrodnicza

Ostatniego rogala dorwałem w Zagrodniczej. To, co zaskakuje mnie na pierwszy rzut oka to niestandardowe rozmiary. Rogalowe maluszki to dobre wyjście dla tych, którzy nie mają ochoty na standardową porcję. To ciekawe, zważywszy na fakt, że certyfikat zamyka wagę rogala w widełkach 200-250g. Biorę swoją sztukę i próbuję. Nadzienie jest mocno aromatyzowane migdałowym olejkiem do ciasta, nie ma w nim też dostrzegalnych rodzynek ani skórki pomarańczowej. Ciasto nie listkuje, jest raczej zbite choć wcale nie niesmaczne. Na wierzchu widać orzechy włoskie - to już chyba tegoroczny trend (o ile coś mnie ominęło w zeszłym roku) i bardzo dobrze. Całościowo, w mojej ocenie, rogal świętomarciński Zagrodniczej to taki mocny średniak.



Miejsce zakupu: Plac Wielkopolski 1A

Cena za kilogram: 44 zł

Facebook

Jakość ciasta: 2/5
Ilość nadzienia: 4/5
Smak nadzienia: 3/5
Wygląd: 3/5
Cena: 4/5
Razem: 16/25




Wnioski? Oceniając całokształt, najlepszego rogala zjadłem w tym roku w jeżyckiej piekarni Mąka Woda Sól. Tytuł najlepszego nadzienia wędruje z kolei do Innej Piekarni. Gdyby tak brać pod uwagę cenę, to najlepszy stosunek jakości do niej znalazłem w Hotelu Bazar. Z sieciowych cukierni drugi raz kupiłbym rogala świętomarcińskiego w firmie Karpicko. Hotel Mercure też wypadł dobrze. Punkty proszę potraktować z przymrużeniem oka. 

Dziękuję za uwagę i... smacznego! 

Dominik


1. Bazar 1838.....21/25

2. Mąka Woda Sól...20/25

3. inna piekarnia.....19/25

4. Pączek w Maśle.....18/25

3. Cukiernia Karpicko.....18/25

3. Hotel Mercure.....18/25

4. Cukiernia Liczbańscy.....17/25

4. H.P. Cukiernia Hanna Piskorska.....17/25

5. Kandulski.....16/25

5. Cukiernia Zagrodnicza.....16/25





0

poniedziałek, 4 listopada 2019

Nowości kulinarne w Poznaniu - edycja październikowa

Jesień to w gastronomii raczej intensywny czas. W tym okresie przybywa też sporo nowych lokali. Osiem z nich zebrałem dla Was poniżej. Kolejność przypadkowa. 


1. U Aipo - kuchnia kirgiska




Pod względem kulinarnym Jeżyce nabierają coraz bardziej egzotycznego charakteru. To tu powstała przed paroma tygodniami pierwsza w mieście (może nawet w kraju?) mikroskopijna restauracja z kuchnią prosto z dalekiego Kirgistanu. Nazwa lokalu to tak naprawdę imię właścicielki, dla której wspólnie z mężem prowadzenie restauracji było marzeniem, które nie mogło dłużej czekać. Atmosfera jest przemiła, menu skondensowane. Znaleźć tu można gęstą zupę lagman z wołowiną i domowym makaronem, samsy - czyli pierogi z pieca oraz manty (gotowane), kilka autorskich sałatek i deserów. Jeśli chodzi o bardziej kontrowersyjne u nas elementy jak chociażby kirgiski przysmak - głowa barana - póki co brak. 



Szamarzewskiego 8

Facebook




2. Restauracja Wodna 12




Działająca rzut beretem od Starego Rynku Restauracja Wodna 12 to jeden z niewielu lokali w okolicy, którego oferta bazuje przede wszystkim na śniadaniach. To kierunek zwłaszcza dla rannych ptaszków, bo miejsce jest czynne już od siódmej rano. Posiłki podzielone są na trzy progi cenowe (9, 19 i 29 zł), a napoje jak kawa przelewowa czy herbata są wliczone w cenę. Przyznaję, że choć sam wolę zaczynać dzień od konkretnych, wytrawnych śniadań, tak tutejsza chałka z miodem, serkiem i owocami zdobyła moje serce na całego.



Wodna 12

Facebook








3. Bezzbożny




Wracamy na Jeżyce, by zahaczyć o restaurację, w której króluje menu roślinne. Wszystkie dania w karcie są nie tylko wegańskie ale również bezglutenowe. Menu jest krótkie i dodatkowo urozmaicono je o domowe smarowidła i pieczywo własnego wypieku, które można kupić na wynos. Po moich odwiedzinach trochę narzekałem na wielkość porcji, ale być może coś zmieniło się w tej kwestii. Niemniej, po wizycie tu serek migdałowy stał się moim ulubionym wegańskim przysmakiem.  



Kościelna 13

Facebook




4. Just Friends Beer&Food




I wracamy do centrum, prosto na Stary Rynek. To tu przed ponad miesiącem wyrosło Just Friends sygnowane znakiem marki Lech Pils. Spora, dwupoziomowa przestrzeń, dynamiczna załoga i biesiadne menu wypełnione swoistymi klasykami: schaboszczakiem, żeberkami czy połówką kaczki z pyzami. Oprócz potencjału turystycznego wyczuwam spore zainteresowanie w trakcie transmisji meczów - Just Friends jest na nie przygotowane w każdym aspekcie. 



Stary Rynek 80/82

Facebook


5. Na Razowym Cieście




Kameralna pizzeria działająca od dwóch tygodni w jednej z kamienic na Łazarzu. Specjalnością zakładu są placki w dwóch wersjach: razowej i klasycznej włoskiej. Tej drugiej jeszcze nie próbowałem, ta pierwsza - wypada całkiem nieźle. Klimat jest niezobowiązujący, wręcz "sąsiedzki", do czego przyczynia się też pewnie przemiła obsługa. Ode mnie dodatkowy plus za grzanie kozą!



Grottgera 6

Facebook



6. Jack Rabbit




Pamiętacie filmowy taniec bohaterów granych przez Umę Thurman i Johna Travoltę w "Pulp Fiction"?  Bardziej niż o samą akcję chodzi mi o miejsce, w którym rozgrywała się ta kultowa scena. Podobny klimat otworzyli właściciele świeżutkiej wegeburgerowni na Kościuszki. Jako, że miejsce inspirowane jest latami 50. w USA, są neony, dodatki w stylu retro i plakaty przywołujące ducha tamtych czasów. W menu pięć soczyście kolorowych bułek: cztery wegańskie i jedna wegetariańska. Przydatny kierunek zwłaszcza w jesienne dni: w końcu udowodniono, że kolory (zwłaszcza zielony) mają zbawienne działanie na spokój ducha. 


Kościuszki 70

Facebook




7. Bread Street Zapiekanki Premium




Zapiekanki, czy może raczej już zapieksy, od kilku sezonów przeżywają istny renesans. Swoje miejsce zagrzały w najświeższym przybytku na Wrocławskiej. Robione na pieczywie własnego wypieku na zakwasie, z solidnymi składnikami i własnej roboty sosami wyratują zapewne niejednego z opresji - nie tylko w trakcie nocnych imprezowych wojaży, ale także w ciągu nagłego ataku głodu w środku dnia. Uwaga: zrobią to naprawdę dobrze. Sprawdzone na własnym podniebieniu. 


Wrocławska 19

Facebook



8. Pierogarnia Stary Młyn




Słynne toruńskie pierogi są znowu dostępne w Poznaniu. Choć informacja o nich w tym tekście może być delikatnie przedawniona (zaczęli działać jeszcze przed latem), dopiero niedawno wpadłem tu z wizytą. I wyszedłem miło zaskoczony. Rustykalny wystrój, niesamowicie ogarniająca załoga (trafiłem w niedzielę przy pełnym obłożeniu) i przede wszystkim pyszne pierogi z pieca. Turystyczny potencjał, który dobrze wykorzystano. 


Zamkowa 7

Facebook







0

wtorek, 22 października 2019

Restauracja Bistro Polka przy Świętym Marcinie




Pamiętacie Kuchnię Wandy? To restauracja, której koniec odbił się szerokim echem w poznańskich mediach. Właścicielowi skończyły się ponoć pieniądze a pracownicy, by walczyć o swoje, zdecydowali się strajkować. Ostatecznie, miejsce zamknięto z hukiem. Czy sprawa pozostawionego na lodzie personelu zakończyła się pozytywnie? Możemy jedynie domniemywać. 

W tym samym miejscu powstało kilka miesięcy później Bistro Polka. Poza lokalizacją i pozostawionym bez większych zmian wystrojem lokal nie ma z poprzednikiem wiele wspólnego. Co ciekawego można tu zjeść i jak restauracja wypada w ostatecznym rozrachunku? O tym opowiem w tym tekście.




Bistro Polka działa w ścisłym centrum Poznania (i to dosłownie, bo kilkadziesiąt metrów dalej postawiony jest znak z informacją o geograficznym środku miasta), na gruntownie odświeżonym przed kilkoma miesiącami Świętym Marcinie. Wnętrze restauracji jest całkiem przestronne i nowocześnie urządzone, choć wyeksponowano rustykalne elementy jak odkryta cegła czy drewniane podbicie sufitu. Duże okna lokalu wychodzą na hotele i banki po drugiej stronie ulicy, przy okazji dobrze oświetlając wnętrze (choć to mogliśmy sobie bardziej wyobrażać, bo zachodzimy tu pod wieczór). Na pierwszy rzut oka widać więc spory potencjał turystyczny. Poza tym, atmosfera jest zwyczajnie przyjemna. 


Chwytamy w dłonie menu i zaglądamy do środka. Jak sama nazwa wskazuje, w Bistro Polce oddajemy nasze podniebienia w ręce kucharza przygotowującego rodzimą kuchnię. W każdej z sekcji pozycje nie przytłaczają ilością (trzy zupy, cztery przystawki, sześć dań głównych), więc przebrnięcie przez kartę zajmuje chwilę. Zaskakują też pozytywnie ceny. Podejrzewałem, że będzie drożej.




Na początek wybieramy razem ze współtowarzyszką deskę serów i wędlin. Z zup decydujemy się na żurek oraz rosół z kaczki. Całość zamykamy filetem z halibuta dla niej oraz antrykotem dla mnie. Do picia zamawiam kraftowe piwo Cherry Sour Stout, a Monika kieliszek białego wina. 

W Polce mają też swoje chleby

Po kilkunastu minutach od zamówienia na stole pojawia się deska z zakąskami. Doceniam, że pokrojone na niej sery są polskich marek (w końcu to spójność tematyczna) a wędliny własnego wyrobu. Dobry produkt czuć od razu. Na stole pojawia się też chleb swojego wypieku oraz świeże masło z solą. Razem wszystko łączy się bardzo dobrze. Zaskoczyła nas też tu suszona marchewka, która przyjemnie uzupełniała całą kompozycję o słodki smak. Co do wielkości, to dla naszej dwójki porcja była optymalna, choć pewnie spokojnie mogłaby się nadać też dla trzech osób. Akurat na zaostrzenie apetytu. 



Czas na zupy. Te podano w przyjemnych dla oka drewnianych misach. Co ciekawe, w takich samych podawano pierwsze danie w Kuchni Wandy, więc najwyraźniej zastawa zachowała się po poprzedniku. Porcja w obu przypadkach okazała się być sowita. Smakiem również nie pozostawały w tyle. Klasyczny żur wzbogacony domową kiełbasą (pewnie tą, która ląduje tu też na desce) wzbogacono o kurki - i to jest strzał w dziesiątkę. Tym samym rekompensowały brak jajka. Rosół był natomiast aromatyczny i głęboki, choć i tak pierwsze skrzypce grały tu trzy pierożki z delikatnym jak puch mięsem z kaczki.




Choć w tym momencie apetyty mieliśmy już dość poskromione, w głowie czaiła się myśl o części głównej. Kilka minut po uprzątnięciu zup na stole pojawił się antrykot w towarzystwie upieczonej i fantazyjnie pokrojonej pyry oraz halibut na ryżu z groszkiem i puree z kopru włoskiego. Choć oba dania prezentowały się tak, że szybko zapomnieliśmy o nieubłaganie kończącym się miejscu w żołądkach, oboje z Moniką byliśmy zgodni: stek z antrykotu wypadł smaczniej. Soczyste mięso wysmażone na oko na medium rare (dowiedzieliśmy się, że stopień wysmażenia jest stały) spowite pełnym umami sosem truflowym i wisienka na torcie: boska pyra.




Halibut (przygotowany na parze) wypadł również smacznie, choć to delikatniejsze i bardziej zachowawcze danie. Wyrazu dodawał ryż, który wzbogacono pikantną kiełbasą oraz pomidorami.



Na sam koniec wzięliśmy jeszcze szarlotkę podaną w szkle


Całościowo, oceniamy Bistro Polkę bardziej niż dobrze, choć wiadomo, że wypadałoby wrócić za jakiś czas by zweryfikować ponownie wrażenia. Póki co jest przemiło i przede wszystkim smacznie. Restaurację polecam przede wszystkim gościom z innych miast i turystom biznesowym, których poza lokalną ofertą kulinarną powinna przekonać całkiem bogata karta win. Lokalowi może brakuje jeszcze trochę życia (nie wiem do końca, czy to kwestia braku dużej ilości gości w trakcie naszych odwiedzin czy może innego czynnika), ale podstawy są solidne, by działać i dalej się rozwijać. Trzymamy kciuki!

Ocena 4/5


Adres 

Święty Marcin 76

Zakres cen (dania główne)

 23-48 zł 

Godziny otwarcia 

poniedziałek - czwartek - 08:00-21:00
piątek - 08:00 - 22:00
sobota - 09:00 - 22:00
niedziela - 09:00 - 21:00

Facebook


0

F***ing Delicious, czyli nowa restauracja na Łazarzu

Od kilku tygodni działa na Łazarzu nowa restauracja. F***king Delicious, bo o niej mowa, mieści się konkretnie w obrębie Koszar, tuż obok C...