wtorek, 23 czerwca 2020

Co ciekawego otworzyło się w Poznaniu po kwarantannie? Lista restauracji


Choć pozornie ostatnie tygodnie po zniesieniu kwarantannowych obostrzeń to wciąż niepewny czas dla gastronomii, restauratorzy nie próżnują. Od maja przybyło w Poznaniu kilkanaście nowych adresów i słysząc za kulisami o kolejnych pomysłach, następne miesiące powinny być równie ciekawe. Poniższa lista to więc rys całości, jednak na ten moment to wszystko, co sprawdziłem osobiście. Kolejność na liście bez znaczenia.

1. Ratajska




Robione na miejscu pastrami w domowej brioszce
Luźna i swojska restauracja między ratajskimi blokami, gdzie kulinarnie dzieje się raczej niewiele. W menu panuje lekki miszmasz, ale nic w tym złego, skoro jedzenie i produkt się bronią. Jest pizza na włoskim dojrzewającym cieście, są burgery na własnych bułkach, jest też trochę kulinarnej fantazji jak chociażby poznańska pyra z gzikiem w zaskakującej odsłonie. To jedno z tych miejsc, gdzie masz ochotę przyjść zaraz po pracy, usiąść na zewnątrz pod parasolem, zamówić zimne piwko i cieszyć się wolnym popołudniem z dobrym jedzeniem obok. 


2. Czary Gary


Dorada w sosie na bazie owoców bzu i pajda chleba z peperonatą


O tym miejscu pisałem już tu. Tak mi smakowało, że poświęciłem trochę czasu na napisanie oddzielnego tekstu. Czary Gary to knajpa o charakterze bistro, gdzie obok sezonowej kuchni z pomysłem (i w dobrych cenach) napijemy się niezłego wina. Smaczku dodaje też dopracowane, choć uniwersalne wnętrze. Nada się nie tylko na rodzinny obiad w przerwie od spaceru po Jeżycach ale też na taką kolację przy świecach na przykład. 


3. Cudo Sushi 



To kulinarnie projekt, jakiego w Poznaniu jeszcze nie było. Bo choć wegańskie rolki to nie taka nowość (widziane na przykład w jeżyckim Wypasie), to jeszcze nikt nie miał odwagi zapełnić nimi całego menu. Zrobił to Orson Hejnowicz (Mus BAR) z ekipą. Finalnie, obok efektów ich pracy ciężko przejść obojętnie. Obok kreatywnych i czasem szalonych wizji zastąpienia ryby w sushi natkniemy się tu też na autorskie drinki. Coś mi mówi, że lato 2020 może należeć do nich.


4. Gluten TAK




Nazwa tego niewielkiego lokalu przy Głogowskiej nie pozostawia złudzeń. Gdyby ktoś pisał piosenkę na cześć mąki, jej tytuł mógłby brzmieć właśnie tak. Kopytka, pierogi i makarony serwuje się tu w porze obiadowej. Mają też swoje pieczywo i rewelacyjne drożdżówki. Sam jestem po spróbowaniu tylko słodkiego, treściwsze rzeczy dopiero przede mną. Ale ta drożdżówka była moją najlepszą drożdżówką od wielu miesięcy. Wierzę więc, że obiadowe pozycje nie zawiodą. Wkrótce sprawdzę! 


5. Olivio




Ta włoska restauracja co prawda może pochwalić się kilkuletnim już stażem, jednak po kwarantannie zaliczyli zmianę adresu. Po przeprowadzce pod Farę mają nie tylko więcej przestrzeni, ale też niesamowicie urokliwy ogródek na tyłach. Cały ten włoski anturaż ma na szczęście odzwierciedlenie w kuchni. Ta jest bardzo smaczna, raczej prosta i treściwa. Do tego ceny nie przyprawiają o ból głowy.  


6. Vegab



W Krakowie są ponoć bardzo znani. Występowali też podczas zlotów food trucków w różnych zakątkach Polski. A od zeszłego weekendu karmią na Wielkiej. Jak dla mnie to chyba najlepszy bezmięsny kebab, jaki dotychczas jadłem w Poznaniu. Polecam, nie tylko w razie łatania głodu podczas nocnego imprezowania. 




0

niedziela, 7 czerwca 2020

Nowa restauracja w Poznaniu - Bistro Czary Gary na Jeżycach

Przyznaję się bez bicia - wychodząc jeść dość szybko szufladkuję cel swojej kulinarnej wyprawy. Wiem, nie ma się czym chwalić. W końcu szufladkowanie to taka sobie cecha. Chcąc nie chcąc mózg podejmuje za mnie te werdykty. I tak, podczas przeglądania menu już "wiem" czy warto w to brnąć dalej czy się ewakuować. I choć wiele razy zwodziło mnie to na manowce, intuicja dalej narzuca swoje. 

Przykłady? Burger w ciemnej bułce, kiszonki i kolorowe szprycery obok siebie w karcie zapalają żarówkę, że knajpa chce być trendy. Ma do tego w końcu pełne prawo. Przewijające się przez całe menu awokado to jakby... umiarkowane zainteresowanie losami naszej planety? Z drugiej strony, co ze stekiem z kalafiora? To chyba przejaw fanatyzmu, choć bardzo kibicuję rozwojowi kuchni roślinnej (ale bez tych dziwnych nazw). A tak na boku, akcje w stylu dwa za jeden? Znaczą mniej więcej tyle, że interes idzie tak sobie, więc trzeba ratować się promocjami. 

I już tak na poważnie, chcę tylko powiedzieć, że tożsamość kulinarna to szalenie ważna sprawa, który my, goście restauracji wyczuwamy raczej szybko. Pracuje się na nią już dłużej. A jak to bywa w życiu, najprostsze pomysły przechodzą bokiem. Przez "najprostsze" rozumiem to co lokalne i sezonowe. Mnie na przykład wciąż brakuje w Poznaniu kolejnych miejsc z polską kuchnią, takiej z ułańską fantazją. Ze szczyptą nowatorstwa. W końcu ilu dobrych kucharzy, tyle sposobów na żurek, schabowego i tak dalej. Wierzę, że z każdego oklepanego dania można wykrzesać coś nowego. 

I takie zaskoczenie spotkało mnie ostatnio na Jeżycach. Bistro Czary Gary otworzyło się na początku roku, ale przez tego całego wirusa nie mieli z początku dużego pola do działania. Ruszyli ponownie w maju, zatrudniając przy okazji byłego szefa kuchni Papierówki (po drodze była jeszcze Cykoria). To daje nadzieję, że będzie dobrze.



W ogóle podoba mi się powrót  do łask lokali typu bistro. Klimat "luźnej elegancji" (tak podpowiada Wikipedia, ale pasuje tu jak ulał), skondensowane menu i nacisk na serwowanie win. Po wejściu do środka uwagę zwracam na prosty i schludny wystrój (wcześniej działał tu sklep mięsny więc było co remontować) i dużo poznańskich akcentów. Jestem zaintrygowany. 


Ile miejsc rozpoznasz?


Fajne mają te krzesła


W menu króluje najogólniej mówiąc polska-europejska kuchnia, flirtując delikatnie z innymi zakątkami świata. Raz z Bliskim Wschodem (falafel z groszku), innym razem z USA (burger wołowy). Nawet gdy tak się dzieje, finałowe dania sprawiają wrażenie "naszych" przez sezonowe dodatki jak szparagi, pokrzywę czy inne nowalijki. Coś jak w przypadku ostatniej ciuchowej afery pewnej poznańskiej blogerki ubraniowej. Koszulki jej marki były "made in China", ale po tuningu w kraju stawały się "made in Poland". W Czarach Garach nie podejrzewam jednak nikogo o ukryte intencje. Sezonowość jest po prostu ważna. Są wspomniane już świeże szparagi, polskie mięsiste pomidory (jadłem z nich sałatkę to wiem) czy owoce leśne. No i prostota. W każdym daniu występują po dwa-trzy główne składniki.



Jeśli czytając to dobrnęliście do tego momentu, cieszę się bo przechodzimy do konkretów. Testowanie zacząłem od sałatki z pomidorów i sera dojrzewającego (nie pamiętam jakiego). To wiosenna, odświeżająca kubki smakowe kompozycja, w której najciekawszym elementem jest bazyliowo-ogórkowa granita (w oryginale sycylijski mrożony deser). Ciekawe to.



Kolejna część: szczawiowa z jajkiem (przygotowanym w panko) z chrupiacym boczkiem. Tu zaczęło się robić gorąco. Zupa smakowała świetnie. Lekko kwaskowa, ale przełamana sporą słodyczą, z aromatem wędzonki w tle. No i to jajko! Chyba nigdy nie znudzi mi się płynne żółtko. 

Najlepsze miało jednak przyjść na końcu. Pieczona dorada w ziołach, obok niej pajda chleba (wypiekanego na miejscu) z charakterną peperonatą. Pod nimi sos na bazie soku z owoców bzu. Na fali uniesienia muszę kolokwialnie: wyrzuciło mnie z wrażenia z kapci. Tak porywającego dania z rybą w roli głównej w tym roku nie jadłem. Ba, jakiegokolwiek dania! I do tego ta cena? 40 złotych za taką doradę to jest hit.



Tak wygląda szczęście




Uważam, że Czary Gary mają bardzo mocny start. Czuć, że jest pomysł na kuchnię, jest dobre zaplecze kulinarne (szef kuchni z renomą pracujący na dobrym produkcie to złoto). Atmosfera lokalu jest niezobowiązująca (żadne ąę) choć jednocześnie gość po wizycie czuje się dopieszczony. Przy tym wszystkim, ceny wypadają bardzo przyzwoicie. Czego chcieć więcej?

Moja ocena: 5/5



Czary Gary

Kraszewskiego 11

na luźne spotkania, obiad biznesowy i kolację przy winie

ceny: 14-40 zł

Facebook











0

środa, 13 maja 2020

Gastronomia w obliczu zarazy. Co straciliśmy, co zyskaliśmy?



Epidemia COVID-19 wzięła nas wszystkich znienacka. A zaczęło się całkiem niewinnie. W grudniu z zaciekawieniem słuchaliśmy o nowym wirusie zbierającym nieśmiało żniwo w dalekich Chinach. W styczniu trochę śmieszkowaliśmy, wysyłając sobie memy o nowym bohaterze ("mądry ten wirus, dobrze wie, że do Polski nie ma po co się pchać"), popijając przy tym schłodzoną Coronę. W lutym łapaliśmy się za głowy, oglądając ograbione z papieru toaletowego półki sklepowe. Równocześnie, niektórzy odkryli, że mydło to rzecz codziennego a nie okazjonalnego użytku. Zawsze coś. A w marcu zamknęli nam granice. I zaczęła się panika.

Nikt nie mógł przewidzieć, co wydarzy się w następnych miesiącach. Drastyczne decyzje polityczne mające uchronić nas przed skutkami zarazy najdotkliwiej uderzyły między innymi w gastronomię. I choć wydaje się, że powoli widać już światełko w tunelu i niedługo będziemy mogli strzepać z ramion popiół wypalonych w kalendarzu tygodni, nie wszystko będzie takie samo. Gastronomia już nie jest.

Poza olbrzymim stresem, alpejskimi kombinacjami właścicieli jak utrzymać biznes przy życiu i niestety - ostatecznie upadkami (choć tych było w Poznaniu na szczęście niewiele) gastronomia coś zyskała. A może to my wszyscy zyskaliśmy? Zauważam pewną uniwersalność w tym, co udowodnił nam ostatnio kulinarny świat.

Wnętrze zamkniętej przed dwoma dniami restauracji Prosty Temat na Podgórnej


1. W kupie siła


Nigdy nie było u nas takich kooperacji jak w minionych tygodniach. Restauracje łączyły swoje siły, udostępniały swoje kuchnie kucharzom z zewnątrz a nawet wchodziły w projekty zupełnie niezwiązane z gastronomią. Przykłady? MOMO love at first sight połączone z Blonde & Bikini, warsztaty gotowania w wykonaniu Orsona Hejnowicza (head chef w Mus Barze) w kuchni Przyjemności czy desery Ernesta Jagodzińskiego (Restauracja Autentyk) serwowane w Min's Table. Właściciele tego ostatniego postawili też na ubrania sygnowane swoim logo. Można? Można! Z drugiej strony, tylko zerknijcie na zasięgi haseł w stylu #WspierajGastro czy #ZamawiamLokalnie. Ludzie wstawili się całym serduchem za lokalami, które lubią czy kochają. To są czyny, nie tylko słowa.

Orson Hejnowicz kręci makarony w kuchni Przyjemności


2. Pomaganie jest fajne


Po pojawieniu się pierwszego przypadku zarażenia w Poznaniu restauracje ruszyły z pomocą szpitalom. Setki, tysiące paczek z pizzą, burgerami i napojami trafiły w ręce tych, którzy przysłużyli się całemu społeczeństwu w tym okresie najbardziej. Ba! Pomoc ofiarowali również ludzie niedziałający bezpośrednio pod szyldem swoich biznesów, wolontariusze, influenserzy i wielu innych. Zwoływali zbiórki między sąsiadami, w internecie i zawozili co mogli do miejsc wymagających niezwłocznego wsparcia. 

3. Myślę (kreatywnie), więc jestem


Podstawowe pytanie brzmiało: jak sprzedawać, skoro jesteśmy zamknięci? Cyk, zapaliła się żarówka. Co robią ludzie pozamykani w czterech ścianach? Jedzą (jeszcze piją i śpią jak w tej piosence, ale mniejsza). Miejsca takie jak Concordia Taste, Pezzi czy Przyjemność zaczęły dostarczać zestawy gotowych produktów, które we własnej kuchni łączyliśmy w restauracyjne dzieła. Wyobrażacie sobie to uczucie, gdy upieczona we własnym piekarniku pizza mogłaby zbić piątkę z tą zdjętą z restauracyjnego pieca? Mówcie mi pizzaiolo! Widziałem też opcję sprawdzenia swoich barmańskich umiejętności. Na zestawy miksologiczne postawił chociażby Dram Explorers czy poznańskie Studio Smaku. A jeżycki Brisman... pisze książkę o kawie! 



4. Ciągła praca, brak zabawy, wkurzają Jack'a takie sprawy


Zapewne większość z nas wylądowała podczas kwarantanny na home office. I kiedy już nareszcie zaczęliśmy w tych naszych domach mieszkać a nie bywać, cały świat skurczył się do posiadanych metrów kwadratowych. A żeby na nich nie zwariować, miło byłoby mieć swój sposób na rozładowanie emocji. Wszyscy przecież pamiętamy, jak skończyło się "Lśnienie". Ja robiłem to na przykład w kuchni. Wspomniane warsztaty kulinarne prowadzone online  pozwoliły mi nie tylko wejść w buty kucharza, ale spojrzeć na te same produkty z innej perspektywy. Człowiek nie tylko poszerza własne horyzonty, ale też cichaczem podbiera przepisy kucharzy, którzy gotowali niejednokrotnie w gwiazdkowych restauracjach w wielkim świecie. Osobiście chciałbym, by w przyszłości takie domowe warsztaty kulinarne przez live streaming pojawiały się jeszcze częściej.


Paczka z materiałami do live cooking

5. Ważne są dni, których jeszcze nie znamy


Chodzi mi tu o trochę takie wizjonerskie podejście do zmieniającej się rzeczywistości. Kwarantanna dobitnie udowodniła, że coraz sprawniej nam się żyje w wirtualnym świecie. Zamknięte galerie handlowe? Plażo proszę! Skoro więc nie mamy problemów z zapełnieniem lodówki czy szafy korzystając z internetowych sklepów, restauracje może też przeniosą się częściowo do sieci? Wiele lokali już wystartowała z projektami własnych sklepów online ze swoimi produktami (Ministerstwo Browaru czy Forni Rossi). Sprawdza się to już nie tylko w dużych miastach. Środa Wielkopolska dla przykładu ma swój projekt Środa Smakuje zrzeszający lokalne restauracje i ich produkty dostarczane prosto do domu. Czyżby wkrótce to restauracje zaczną odwiedzać nas? Ja zapraszam. Przy okazji, powstają też nowe gastroaplikacje, ale o tym niebawem.

Paczka średzkich wyrobów od Środa Smakuje (https://srodasmakuje.shoplo.com/)

i kwadrans później (chlebek z Piwnicy Pod Orłem - Środa Smakuje) na moim stole

6. Poznaj swoich sąsiadów


Kwarantanna też nam chyba nieco uświadomiła, że warto wspierać to co lokalne. Ogromne korporacje i tak przetrwają, a zamówienie złożone w lokalnej pizzerii to często cegiełka do ich być albo nie być. A nie jest zagadką, gdzie powinni lepiej karmić. Poza tym, po prostu trzeba wspierać gospodarkę i już. :) 

7. ... i swoje mocne strony


Podczas kwarantanny niektóre restauracje zaczęły kombinować ze swoim menu, próbując robić nowe rzeczy. Fiesta Del Vino ruszyła z wypiekiem pizzy pod szyldem Siesta, tak samo zresztą uczynili właściciele Werandy otwierając nie tak dawno swoje Irmina's Pizza. Pod Niebieniem natomiast spróbowało z wypiekiem chleba, przy okazji tworząc skróconą wersję swojego menu na wynos. Przykładów jest znacznie więcej.

Pod Niebieniem na wynos

Domowe placki od włoskiej mammy Irminy (@irminaspizza)


Tekst powstał z mojej własnej inicjatywy, bez patronów, bez sponsorowanego lokowania produktów.  Wymienione w tekście restauracje to przykłady. Jeśli się Wam spodobał, będzie super jeśli udostępnicie u siebie. Trzymajcie się zdrowo i do zobaczenia niedługo na mieście!

Dominik







0

Gdzie zjeść w Poznaniu?

Pierwszy albo drugi raz w Poznaniu? Dla ułatwienia wyboru restauracji przygotowałem poniższe zestawienie. To dziesięć zgoła różny...