wtorek, 22 października 2019

Restauracja Bistro Polka przy Świętym Marcinie




Pamiętacie Kuchnię Wandy? To restauracja, której koniec odbił się szerokim echem w poznańskich mediach. Właścicielowi skończyły się ponoć pieniądze a pracownicy, by walczyć o swoje, zdecydowali się strajkować. Ostatecznie, miejsce zamknięto z hukiem. Czy sprawa pozostawionego na lodzie personelu zakończyła się pozytywnie? Możemy jedynie domniemywać. 

W tym samym miejscu powstało kilka miesięcy później Bistro Polka. Poza lokalizacją i pozostawionym bez większych zmian wystrojem lokal nie ma z poprzednikiem wiele wspólnego. Co ciekawego można tu zjeść i jak restauracja wypada w ostatecznym rozrachunku? O tym opowiem w tym tekście.




Bistro Polka działa w ścisłym centrum Poznania (i to dosłownie, bo kilkadziesiąt metrów dalej postawiony jest znak z informacją o geograficznym środku miasta), na gruntownie odświeżonym przed kilkoma miesiącami Świętym Marcinie. Wnętrze restauracji jest całkiem przestronne i nowocześnie urządzone, choć wyeksponowano rustykalne elementy jak odkryta cegła czy drewniane podbicie sufitu. Duże okna lokalu wychodzą na hotele i banki po drugiej stronie ulicy, przy okazji dobrze oświetlając wnętrze (choć to mogliśmy sobie bardziej wyobrażać, bo zachodzimy tu pod wieczór). Na pierwszy rzut oka widać więc spory potencjał turystyczny. Poza tym, atmosfera jest zwyczajnie przyjemna. 


Chwytamy w dłonie menu i zaglądamy do środka. Jak sama nazwa wskazuje, w Bistro Polce oddajemy nasze podniebienia w ręce kucharza przygotowującego rodzimą kuchnię. W każdej z sekcji pozycje nie przytłaczają ilością (trzy zupy, cztery przystawki, sześć dań głównych), więc przebrnięcie przez kartę zajmuje chwilę. Zaskakują też pozytywnie ceny. Podejrzewałem, że będzie drożej.




Na początek wybieramy razem ze współtowarzyszką deskę serów i wędlin. Z zup decydujemy się na żurek oraz rosół z kaczki. Całość zamykamy filetem z halibuta dla niej oraz antrykotem dla mnie. Do picia zamawiam kraftowe piwo Cherry Sour Stout, a Monika kieliszek białego wina. 

W Polce mają też swoje chleby

Po kilkunastu minutach od zamówienia na stole pojawia się deska z zakąskami. Doceniam, że pokrojone na niej sery są polskich marek (w końcu to spójność tematyczna) a wędliny własnego wyrobu. Dobry produkt czuć od razu. Na stole pojawia się też chleb swojego wypieku oraz świeże masło z solą. Razem wszystko łączy się bardzo dobrze. Zaskoczyła nas też tu suszona marchewka, która przyjemnie uzupełniała całą kompozycję o słodki smak. Co do wielkości, to dla naszej dwójki porcja była optymalna, choć pewnie spokojnie mogłaby się nadać też dla trzech osób. Akurat na zaostrzenie apetytu. 



Czas na zupy. Te podano w przyjemnych dla oka drewnianych misach. Co ciekawe, w takich samych podawano pierwsze danie w Kuchni Wandy, więc najwyraźniej zastawa zachowała się po poprzedniku. Porcja w obu przypadkach okazała się być sowita. Smakiem również nie pozostawały w tyle. Klasyczny żur wzbogacony domową kiełbasą (pewnie tą, która ląduje tu też na desce) wzbogacono o kurki - i to jest strzał w dziesiątkę. Tym samym rekompensowały brak jajka. Rosół był natomiast aromatyczny i głęboki, choć i tak pierwsze skrzypce grały tu trzy pierożki z delikatnym jak puch mięsem z kaczki.




Choć w tym momencie apetyty mieliśmy już dość poskromione, w głowie czaiła się myśl o części głównej. Kilka minut po uprzątnięciu zup na stole pojawił się antrykot w towarzystwie upieczonej i fantazyjnie pokrojonej pyry oraz halibut na ryżu z groszkiem i puree z kopru włoskiego. Choć oba dania prezentowały się tak, że szybko zapomnieliśmy o nieubłaganie kończącym się miejscu w żołądkach, oboje z Moniką byliśmy zgodni: stek z antrykotu wypadł smaczniej. Soczyste mięso wysmażone na oko na medium rare (dowiedzieliśmy się, że stopień wysmażenia jest stały) spowite pełnym umami sosem truflowym i wisienka na torcie: boska pyra.




Halibut (przygotowany na parze) wypadł również smacznie, choć to delikatniejsze i bardziej zachowawcze danie. Wyrazu dodawał ryż, który wzbogacono pikantną kiełbasą oraz pomidorami.



Na sam koniec wzięliśmy jeszcze szarlotkę podaną w szkle


Całościowo, oceniamy Bistro Polkę bardziej niż dobrze, choć wiadomo, że wypadałoby wrócić za jakiś czas by zweryfikować ponownie wrażenia. Póki co jest przemiło i przede wszystkim smacznie. Restaurację polecam przede wszystkim gościom z innych miast i turystom biznesowym, których poza lokalną ofertą kulinarną powinna przekonać całkiem bogata karta win. Lokalowi może brakuje jeszcze trochę życia (nie wiem do końca, czy to kwestia braku dużej ilości gości w trakcie naszych odwiedzin czy może innego czynnika), ale podstawy są solidne, by działać i dalej się rozwijać. Trzymamy kciuki!

Ocena 4/5


Adres 

Święty Marcin 76

Zakres cen (dania główne)

 23-48 zł 

Godziny otwarcia 

poniedziałek - czwartek - 08:00-21:00
piątek - 08:00 - 22:00
sobota - 09:00 - 22:00
niedziela - 09:00 - 21:00

Facebook


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Gdzie zjeść w Poznaniu?

Pierwszy albo drugi raz w Poznaniu? Dla ułatwienia wyboru restauracji przygotowałem poniższe zestawienie. To dziesięć zgoła różny...