środa, 10 kwietnia 2019

Odwiedziny na Łazarzu: restauracja Brasserie Brique



Nie ma już chyba w Poznaniu dzielnicy, która nie mogłaby pochwalić się choć jedną kulinarną perełką. I używając tego określenia mam na myśli miejsce, gdzie gotuje się z fantazją i pomysłem a przy tym pozostaje ono w harmonii z otoczeniem. Mówiąc inaczej - nie odcina się od ludzi. Właśnie do takiego lokalu miałem przyjemność trafić w trakcie ostatniej wędrówki po Łazarzu.




Brasserie Brique to część składowa hotelu Ilonn Boutigue Limanowskiego ulokowanego nieco na uboczu, w jednej z urokliwych łazarskich kamienic. Szefem kuchni jest tu Arkadiusz Huk, który szkolił swój warsztat wcześniej w mieszczącej się "kilka przecznic dalej" Cucinie 88. Pod okiem kulinarnego maestro Ernesta Jagodzińskiego zdobywał podstawy gastronomicznej machiny, które wykorzystał w późniejszej pracy w restauracjach (i to nie byle jakich, bo wyróżnionymi gwiazdkami Michelin!) w Niemczech. Historia zatoczyła koło, bo Arek wrócił na Łazarz, by stać się szefem kuchni właśnie w Brasserie Brique. 

Jakie są założenia kuchni BB? Ma ona być sezonowa, pełna nowinek choć przy tym niepozbawiona tradycji i lokalnych akcentów. Jest to więc nurt, w jaki wpisuje się obecnie wiele restauracji, tym bardziej tych z "wyższej półki". I chwała im za to. Przy takim założeniu można zaspokoić po cichu swoje wydumane zachcianki, nie odlatując przy tym w kulinarne przestworza. Przykład? Kaszanka z chorizo* pod ciastem francuskim z jajkiem przepiórczym łączy wszystko: prostotę, ekstrawagancję oraz trochę szaleństwa. Takie połączenie sprawiło podniebieniu dużo przyjemności i wcale nie jest mój ulubieniec z wiosennego menu.



Francuski krem cebulowy został wzbogacony pianką z boczku. Dwie struktury przyciągają się wzajemnie jak dwa przeciwległe bieguny, choć największa niespodzianka kryje się gdzie indziej. Ten zaszczyt należy się krokietowi, w którego wnętrzu zatopiono camemberta. Jak to się przyjemnie gryzło! Lekkości nadaje tu jeszcze tymianek, czyniąc z dania porywającą układankę smaków zaostrzającą apetyt na danie główne.




Jeśli do tej pory wizja umieszczenia ryby i pieroga ruskiego na jednym talerzu wydawała Wam się co najmniej dziwna (ja podnoszę rękę do góry), to być może zaraz nastąpi krach. W wersji przygotowanej przez Chief'a Huka i jego ekipę sandacz zestawiony z pierożkiem wypadł jak pierwszoplanowa postać w oscarowym hicie, choć uwagę kradło mu kropnięte obok miso. To ono było głównym akcentem smakowym na talerzu - pełnym umami i łamiącym delikatność ryby. Jeśli ciekawi Was ten zielony element na talerzu, to [chips z groszku] bardziej cieszył oko niż wzbogacał treść, ale to też coś. 




Czas na gicz jagnięcą, której ocena przychodzi mi trudniej, bo należę do drużyny tych, co z baraniną są na bakier. Intensywny aromat mięsa po czwartym, piątym kęsie mnie pokonuje, choć w tym przypadku nie sposób nie docenić fantazyjnej formy podania. Kawałki kruchej i delikatnej giczy uformowano w kulę i przykryto panko, którego chrupkość odpowiednio kontrastowała z mięsem. I ten demi glace! Szanuję też dodatek słodkawych buraczków i sprężystej kluski nadających swojskiego akcentu całości.

*Gicz jagnięca ;) 


To tyle o daniach kolacyjnych. W Brasserie Brique zjecie też śniadania oraz dania lunchowe, a cała oferta została wzbogacona kartą win pochodzących z czterech stron świata.



Mus z białej czekolady z gruszką, maliną i miętą na deser




Jestem zauroczony restauracją i chętnie wrócę po więcej wrażeń. Was zachęcam do tego samego.

Brasserie Brique
Limanowskiego 15

*Dania pochodzą z nowej karty, która nie została jeszcze zaktualizowana na FB. Porcje widoczne na zdjęciach są degustacyjne.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Gdzie zjeść w Poznaniu?

Pierwszy albo drugi raz w Poznaniu? Dla ułatwienia wyboru restauracji przygotowałem poniższe zestawienie. To dziesięć zgoła różny...